29.12.2010

Makowiec Wigilijny Małgorzaty Musierowicz

W okresie przedświątecznym non stop chodzą Mi po głowie przeróżne prośby i "zaklęcia": oby w makowcu nie było dziury, oby chleby ładnie wyrosły, obym zdążyła polukrować pierniki, oby był śnieg!
I tak jak Moje pierwsze trzy prośby zostają wysłuchane, tak ta czwarta od paru ładnych lat tak jakoś nie bardzo.
No dobrze, ale nie o śniegu będę tu pisała, choć może po części? Makowiec smakuje najlepiej w okresie świąt, gdy za oknem da się dostrzec biały puch, a w oddali słychać dźwięk kolęd. Mak jak wiadomo ma też swoją określoną symbolikę. Kiedyś wigilia niego obejść się nie mogła. W dawnych kulturach słowiańskich uznawany był za pokarm zmarłych. Stąd zapewne jego obfitość na wigilijnym stole, do którego przecież - obok żyjących - zasiadały dusze przodków. 
 W tym roku upiekłam makowiec ( a właściwie dwa)  z którym spotkałam się w książce "Łasuch Kulinarny" M. Musierowicz, pyszny!




Zaczyna się od sparzenia 1/2 kg maku.
Zalewa się go wrzątkiem w garnku i niech sobie stoi przez noc.
Nazajutrz odsącza się mak na sicie, bardzo dokładnie, a potem przekręca się go przez maszynkę, jeden raz tylko, nie dwa czy nawet trzy, jak doradzają w książkach kucharskich. Tosia lubi, jak mak troszkę chrupie w zębach, a nie maże się kleiście.
No więc, raz go przez maszynkę - a potem, do tego przekręconego maku, wlewa się trzy-cztery łyżki płynnego miodu, prawdziwego!

Teraz cukier. W przepisie Tosinej Mamy jest napisane: "cukier - do smaku" - no, bo rzeczywiście, jedni wolą słodziej, drudzy nie. Do smaku, to do smaku.
Dwie łyżki roztopionego masła. Rodzynki. Skórka pomarańczowa. Obrane i posiekane migdały. Orzechy włoskie. Orzechy laskowe. Wszystko posiekane. Wreszcie - ze trzy lub cztery łyżki wiśniowej konfitury. I całe jajko. Wszystko to należy wymieszać i niech sobie odpoczywa, nasączając się powoli różnorakimi aromatami.

Teraz ciasto.
Rozczyn jak zwykle:
szklanka letniego mleka
3 dkg drożdży
łyżeczka cukru
łyżka mąki

I niech rośnie.

Na ciasto potrzeba:
300 g mąki (użyłam 450 g mąki, ponieważ przy tej ilości ciasto było zbyt rzadkie - przyp. Liska)
3 jajka
1/3 kostki masła (roztopić! ostudzić!)
1/3 szklanki cukru*
szczyptę soli

Z tym ciastem jest następujący problem: ono nie ma być zwarte, jak np. to na placki czy baby. Nie. Ma być luźne, wolne, choć naturalnie doskonale ubite za pomocą kopystki (którą można zastąpić mikserem:). Po stwierdzeniu, że ciasto odstaje od kopystki oraz że zawiera dużo pęcherzyków powietrza, Tosia wykłada ciasto na stolnicę podsypaną mąką, przykrywa je czystą ściereczką i pozwala mu nieco podrosnąć.

Potem dzieli je na pół, ponieważ z tej ilości ciasta zręczniej jest wykonać dwa mniejsze makowce, niż męczyć się z jednym wielkim.
Więc rozwałkowuje się cienko ten pierwszy kawałek - tak by przybrał formę podłużnego prostokąta.
Nakłada na ten prostokąt mak - od brzegu do brzegu.
Zwija teraz ciasto wraz z makiem w długi rulon (poczynając od tego dłuższego brzegu prostokąta) i zakleja końce rulonu. Następnie smaruje masłem długą formę ćwibakową, posypuje ją tartą bułką i wkłada makowiec do formy.

Tę samą operację powtarza się z drugim kawałem ciasta i drugą połową makowego nadzienia, tak że po chwili na stolnicy widnieją dwie jednakowe formy ćwibakowe, wypełnione w 2/3 wysokości bladym ciastem, z którego nie powinno w żadnym miejscu wyłazić makowe nadzienie. Jeśli wyłazi - zalepić dziurkę! Tak. I można jeszcze pozwolić makowcom wyrosnąć, a w tym czasie nagrzać piekarnik do 180 stopni i wykonać na przykład kruszonkę, jeśli kto lubi. (Tosia nie lubi).

Mama Tosi zawija makowce w pergamin i w nim je piecze. Inni wolą folię aluminiową. Ale Tosia ceni stałość i niezawodność blaszanej foremki.

Po upieczeniu (180-200 st C) i sprawdzeniu patyczkiem tych miejsc, gdzie więcej jest ciasta niż nadzienia, Tosia pozwala makowcom przestygnąć, ale nie całkiem, gdyż lukrowanie w momencie, gdy ciasto jest jeszcze ciepłe decyduje o tym, jak gładko lukier rozleje się po powierzchni makowców.
Lukier czekoladowy jest tu bardzo na miejscu, także kajmakowy, albo cytrynowy."

Smacznego:)
______________________________♥______________________________



* ciasto wcale nie jest bardzo słodkie, bym powiedziała takie sobie..  w sam raz pasuje na Wigilijną ucztę- nie zasłodzimy się nim.

25 komentarzy:

  1. Olciku, Musierowicz kocham miłością na pewno odwzajemnioną...:)
    Też myślałam o tym jej przepisie - kiedyś go na pewno wypróbuję, bo móisz, że pyszny:) A... i ja też lubie tak troche chrupie pod zębami:)

    OdpowiedzUsuń
  2. lubię makowce, najbardziej takie przepełnione makiem z małą ilością ciasta :)

    OdpowiedzUsuń
  3. u mnie w Wigilię było 14 stopni ciepła... ale po południu w 1 dzień Świąt spadł śnieg, mnóstwo śniegu :)
    makowniki u mnie zawsze się piecze na Wielkanoc:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Viri- uwielbiam to słowo "makownik" :) i nowość, bo u Nas nie bardzo na Wielkanoc się je piecze.

    OdpowiedzUsuń
  5. A, to ten przepis ;) (bo tam chyba jest jeszcze ten Mamy Żakowej? Uhuu, mielenie maku z niespodziankami w 6 klepce :))) Ładnie Ci się ten lukier ułożył.

    OdpowiedzUsuń
  6. mmm... bardzo smakowicie wyglada Twoj makowiec:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ładny makowiec Olciku:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Z ciekawością zajrzałam, jak Ci wyszedł, bo kiedyś wypróbowałam ten przepis i ciasto było dramatycznie rzadkie (nie pamiętam, czy i jak w końcu sobie z tym poradziłam), ale jak widzę, Ty skorzystałaś już z doświadczeń Liski. Przepiękny!

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie w tym roku nie starczyło czasu na makowiec :( I bardzo mi z tego powodu przykro...

    Mogę na pocieszenie kawałek Twojego? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wygląda świetnie. Ja jeszcze nigdy nie piekłam makowca. Może w przyszłym roku się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Też mam tę książkę ! A makowiec mojej Mamy jest prawie taki sam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. jak wspaniale się prezentuje!
    królewski wypiek, po prostu ;]

    OdpowiedzUsuń
  13. Przepiękny makowiec. A lukier aż się prosi o zanurzenie palca ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Musierowicz żądzi w kuchni?
    Haha! W mojej też :)

    ps. śliczne stylizacje :)

    OdpowiedzUsuń
  15. A u mnie makowiec piecze się i na Boże Narodzenie, i na Wielkanoc.. A i tak wciąż mi go mało;)) Fajny Ci wyszedł.. I jak ładnie udekorowany..

    OdpowiedzUsuń
  16. Pyszności !!!

    Zdróweczka i spełnienia marzeń w Nowym Roku Kochana !!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Mój już się skończył :( Fajny przepis, nie robiłam jeszcze nic Musierowicz. Wszystkiego naj w Nowym Roku! :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Aż poczułam znów ten świąteczny klimat... Świetny makowiec, Olciu! A co do śniegu: mnie tam jakoś nieszczególnie przeszkadza jego brak. Ale to już co kto lubi... ;))

    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  19. pyszny jest ten makowiec:)
    na wigilijny stół nie zdążyłam, ale teraz - poświątecznie - zrobię, bo i maku mam zmielonego jeszcze:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Wygląda bardzo smaczne!:)

    OdpowiedzUsuń
  21. podziwiam twoje pieczeniowe zdolności

    OdpowiedzUsuń
  22. Kiedy Nowy Rok nadchodzi
    kieliszeczek nie zaszkodzi,
    kufel piwa to za mało,
    litr szampana by sie zdało.
    Trzeba opić wszelkie troski,
    by następny ROK był BOSKI!!!
    życzonka od Magdy i Kasi ;)
    bez sosiku pozdrawia ;D

    OdpowiedzUsuń
  23. Olcik, szczęścia w Nowym Roku!:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. Wszystkie z uwagą czytam, choć nie zawsze mogę odpisać. Jeśli masz jakieś pytanie napisz na maila waniliowachmurka@gmail.com
Zapraszam też na fanpejdż Waniliowej Chmurki na Facebooku.

Blogger template designed By The Sunday Studio.