30.09.2010

Pierogi ze śliwkami na zimne dni

Zimno dziś.
Idę ulicą, ludzie szybko przemykają ulicami,by czym prędzej znaleźć się w domu.
Wcale nie jestem inna, z chęcią bym się stąd teleportowała . Chyba nie mam ochoty zachwycać się szarym, zapłakanym końcem września. Marzę o ciepłych dłoniach i pięknym, złotym słońcu. Nie jestem jeszcze gotowa na te termometrowe 5 stopni Celsjusza.
Na przywołanie dobrej pogody zrobię fioletowe, uśmiechnięte pierogi ze śliwkami, a nóż wywołam słońce?




Pierogi ze śliwkami

(przepis dodaję z wrześniowego wydania Pierogarni, z moimi małymi zmianami)

Ciasto:

- 350 g mąki

- 1 jajko

- 125 ml letniej wody

- sól

 
 
Farsz:


- śliwki
 
- cukier brązowy
 
- śmietana lub serek homo
 
- cynamon (niekoniecznie)
 
 
Ciasto dokładnie wyrabiam, dzielę na 4 części i każą z nich cieniutko wałkuję.
Wykrawam szklanką kółka.
Śliwki kroję na mniejsze cząstki- zwykle na 4 części, bo używam dużej odmiany. Nadziewam nimi kółeczka i dokładnie zlepiam brzegi.
Wrzucam na gotującą się wodę i czekam. Gdy wypłyną trzymam je jeszcze przez 1-2 minuty w garnku po czym wyjmuję. Podaję z cukrem brązowym i śmietaną lub serkiem homo, możesz dodać cynamon.
 
Smacznego:)!
 
 

Ps: Dziś myślami jestem tu:



______________________________♥______________________________

29.09.2010

W sprawie innego konkursu


Dziś trochę nieśmiało chciałabym  poprosić Wszystkich Was, czytelników Waniliowej Chmurki do głosowania na numerek 8, czyli Aromatyczne spaghetti  w konkursie pt: "Jestem miłością".

Nie ukrywam, że na Was liczę najbardziej:), O.

______________________________♥______________________________


28.09.2010

Szarlotka Babci


Z zamiarem pokazania Wam tej szarlotki nosiłam się dwa lata.
Wymyślając dziesiątki opisów nigdy nie umiałam napisać tak ładnie jak bym chciała.
Zawsze coś mi niepasowało w opisie smaku, wspomnień, ciekawych historyjek z życia Mojego i Babci Jasi.
Doszłam więc do wniosku, że chyba nie napiszę nic.
Zostawię Wam uśmiech, zdjęcia, przepyszny smak i bajeczny zapach tego ciasta.



Szarlotka Babci
(przepis retro-autentyk!)

- jabłka duszone do przełożenia

-  pół kostki margaryny

-1 łyżka oleju

- 1 łyżka smalcu

-  2 i pół szklanki mąki

-  pół szklanki cukru

- 2 łyżki gęstej śmietany

- płaska łyżeczka proszku do pieczenia

- 2 żółtka
- sok z cytryny

- cynamon



Margarynę posiekać nożem, dosypać mąkę i dalej siekać aż zrobią się drobne wiórki, dodać olej i smalec. Następnie proszek, cukier i jajko. Zagnieść.

Ciasto podzielić na mniejszą i większą połowę.Większą częścią wylepić blachę (dużą tortownicę lub cały prodiż, spód i brzegi). Podziurawić widelcem.


Jabłka obrać i zetrzeć na tarce, dusić z dwoma łyżkami cukru i łyżeczką soku z cytryny. Jeśli są zbyt soczyste to odcisnąć. Wyłożyć masą jabłkową ciasto, posypać odrobiną cukru i cynamonem. Mniejszą część ciasta rozwałkować i wyciąć z niej paski, układać na wierzchu szarlotki.

Piec ok. godz w temp. 180 - 200 st. C.

Smacznego:)

______________________________♥______________________________









27.09.2010

Czytam Wasze wspomnienia



Czytam i się uśmiecham, czasem zastanawiam, przenoszę w Wasz świat.
Nie zdążyłaś/eś Mi  opowiedzieć?
Masz jeszcze 3 dni, do czwartku włącznie.

Po szczegóły zapraszam tutaj.

______________________________♥______________________________



                     Czekam, O.

25.09.2010

Ja robię marmoladę z pomidorów, a Cecylia chodzi po drzewach.


Czy znacie artystkę Cecylię Malik?
Jeśli nie, to przeczytajcie najnowsze wydanie Wysokich Obcasów. Zamieszczony jest tam bardzo ciekawy wywiad z nią w roli głównej. 


Cecylia wspinała się codziennie na inne drzewo, dokładnie przez 365 dni. Wymyśliła ten projekt jako ćwiczenie wytrwałości oraz coś wielopoziomowego, Ja powiem, że to pokazanie świata dorosłych z przymróżeniem oka, codzienne wpółżycie z przyrodą, ktoś inny zaś, że to manifestacja siły i uporu kobiety.
Sama autorka projektu przyznaje, że o taką rekcję jej właśnie chodziło, że sztuka jest wielopoziomowa i różnorodna.
Osobiście zachwyciłam się (jak i zresztą wiele osób) tą akcją. Cecylii gratuluję pomysłu i wytrwałości i życzę kolejnych, owocnych projektów.


A teraz przejdźmy do marmolady...jest ona tak samo awangardowa jak projekt Pani powyżej, dlatego pomyślałam, że świetnie zgra się z tematem.


Jeśli chodzi o smak, to od razu zaznaczę, że jest orginalny. Zauważyłam nawet, że większym powodzeniem cieszyła się u tych, którzy do świeżych pomidorów nie pałają miłością.

Przepis pochodzi z 9 wydania czasopisma "Sól i Pieprz"

Składniki na 6 słoiczków po ok. 250 ml

- 1 kg dojrzałych pomidorów (użyłam odmiany San Marzano)
- 1 laska wanilii
- 400 g cukru (bądź 500 g cukru żelującego 2:1, wtedy pomijamy pektynę)
- 1 łyżeczka pektyny

Pomidory tniemy na krzyż, zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na 3 minutki, ściągamy skórkę.
Miąższ kroimy w kostkę. Laskę wanilii kroimy wzdłóż, wkładamy ją do dużego garnka razem z pomidorami i doprowadzamy do wrzenia, gotujemy od czasu do czasu mieszając, a ż pozostanie ok. 1 litra pulpy. pomidorowej.
Wsypujemy cukier (lub cukier żelujący), dokładnie mieszamy i gotujemy ok. 3-4 minuty na dużym ogniu. Wsypujemy pektynę, ponownie dokładnie mieszamy. Wyjmujemy laskę wanilii.
Marmoladę przekładamy do wysterylizowanych słoiczków i mocno zakręcamy.
Stawiamy je do góry dnem na ok. 5 minut, następnie odwracamy i odczekujemy, aż marmolada wystygnie. Najlepiej smakuje z chlebem. Może też być dodatkiem do lodów waniliowych.
Smacznego!:)


______________________________♥______________________________



23.09.2010

Pierwszy dzień jesieni i aromatyczna zupa dyniowa

Nie lubię wrześniowych drzew.
Są takie szaro- zielone, zupełnie bez wyrazu. Jeszcze przed czasem żółto- czerwono-brązowych liści, ale też już po soczysto- zielonych. Uśpione i oczekujące na jesień, zdające sobie sprawę, że właściwie już po lecie. 
Takie trochę zaklęte.
I razem z tymi zaklętymi drzewami przywitaliśmy dziś pierwszy dzień jesieni. Był śliczny, ciepły i ciekawy.
I kto powiedział, że początki są trudne?


3 porcje:

- pół czerwonej cebuli
- 200 g puree z dyni*
- 2 małe marchewki
- 3 ziemniaki
- ok 1/4 l wywaru z warzyw (może być z połowy gotowej kostki)
- oliwa
- sól, pieprz, garam masala
- koperek lub pietruszka

dodatkowo: grzanki

 Na oliwie podsmażamy w garnku przez ok 10 minut pokrojoną cebulę, 2 marchewki, ziemniaki oraz przyprawy.
Dodajemy wywar  i puree z dyni, gotujemy aż warzywa będą miękkie, dodajemy zioła i podajemy od razu- najlepiej z grzankami.

Smacznego!:)


* obieram dynię i wydrążam z niej miąższ, wkładam do garnka, podlewam odrobinką wody, trzymam na wolnym ogniu przez ok 20 minut, od czasu do czasu  mieszając. Studzę, dodaję do zupy.. albo przekładam do woreczków i zamrażam. Wyjmuję gdy tylko mam chęć, rozmrażam i wykorzystuję na różne sposoby, np. do sernika, placków lub ( tak jak wyżej) zup.
Takie puree świetnie się przechowuje do 1 roku.



______________________________♥______________________________


20.09.2010

Oreo cupcakes


Kto nie zna tych kolorowych, przepysznie zdobionych babeczek? Chyba nie ma takiej osoby.A jeśli by się już znalazła, to zaraz na pewno nadrobi zaległości:)
Cupcake to zdobiona  babeczka, której nazwa pochodzi od angielskiego "cake" (ciastko) i "cup",jako skrót od "teacup" (filiżanka), ponieważ jest jej rozmiarów. Przez poprzednie stulecia, zanim papierowe foremki do muffinów zostały szeroko rozpowszechnione, były często pieczone w osobnych formach, szablonach i garnkach.
Cała Ameryka i Wielka Brytania zwariowała na ich punkcie. Są one bowiem często serwowane w czasie różnych uroczystości, jak na przykład na imprezach urodzinowych. Dodatkowo mogą być także podawane jako dodatek do popołudniowej herbaty. Są wygodniejszą alternatywą dla zwykłych ciast, ponieważ są mniejsze i nie trzeba ich dzielić na części przy pomocy specjalnych przyrządów kuchennych.
Dodatkowym aututem jest ich przygotowanie- bajka.

Jeśli chodzi o ciastka Oreo to już zupełnie inna historia, ale o niej par
ę słów już w krótce. Jedyne co mogę zdradzić to to, że zupełnie straciłam dla nich głowę ;).

Na  6 sztuk:

-  1 jajko
- 125 ml mleka
- 20 g słodkiego kakao
- 90 g cukru demerara
- 60 g miękkiego masła
- 175 g mąki
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 3-4  pokruszone ciasteczka Oreo

Dekoracja:
- 80 ml śmietany 36%
-  3 ciasteczka Oreo


Do miski wkładam miękkie masło, dodaję cukier, miksuję na jasny krem.
Dodaję mleko i miksuję, a potem pozostałe składniki i znów miksuję.
Następnie tak przygotowaną masę przekładamy do foremek na muffiny - robię to zazwyczaj za pomocą łyżki do lodów, wkładamy papilotki i wypełniamy je do połowy wysokości.
Pieczemy w 180 st. C przez ok. 20 minut.
Studzimy na kuchennej kratce.
Ubijamy śmietanę na sztywno. Przekładamy do szprycy. Dekorujemy nasze babeczki, a na wierzchu każdej z  nich umieszczamy połówkę ciastka Oreo i zajadamy ze smakiem.
Smacznego!:)

Słodkich snów:)  

______________________________♥______________________________

                                    

18.09.2010

Wrześniowy czar i glazurowana marchewka z kozim serem

Przesadzam wrzosy, kupuję kawiarkę i nową płytę Brodki, zachwycam się pięknym wrześniowym słońcem, odkrywam pyszne warzywne dania, wracam do wspomnień z wakacji, odpędzam myśli o deszczu i mgłach, z owoców królują w Naszej kuchni teraz  śliwki i winogrona, dostaję kolejne maliny, znajduję pierwszego kasztana, żółty listek buku i koralowe koraliki kaliny, chodzę w szaliku, ale za to bez skarpetek.

Wrzesień jest podobny do sierpnia, ale trochę inny- z pewnością zimniejszy. To taki ostatni podmuch lata z aspiracją na złotą, polską jesień.




Glazurowana marchewka z kozim serem

300 g marchwi, obranej i pokrojonej w słupki
szczypta suszonego imbiru lub 1/2 łyżeczki  przyprawy garam masala
1 łyżka masła
1 łyżeczka cukru
1/2 łyżeczki soli
1 łyżka dowolnych świeżych ziół, posiekanych (ja lubię koperek)

Opcjonalnie: 1 łyżka pokruszonego koziego sera, fety, itp

Masło rozpuścić na patelni, dodać imbir, cukier i sól, poddusić 1 minutę. Dodać marchew, obtoczyć w maśle, podsmażyć kolejne 2 minuty. Wlać tyle wody, by przykryła marchew. Doprowadzić do wrzenia, przykryć przykrywką i gotować 10-12 minut, co jakiś czas mieszając, by marchew się nie spaliła.
Marchewka powinna wchłonąć całą wodę i lekko się skarmelizować. Wymieszać z ziołami, przełożyć na talerz, posypać serem.

Smacznego!



______________________________♥______________________________


 * za super przepis dziękuję Lisce

17.09.2010

Czas na wrzosy


Jeśli chcemy mieć w ogrodzie wrzosy, trzeba je posadzić właśnie teraz. Ich uprawa nie sprawia trudności, bo są dobrze przystosowane do zasiedlania nawet mało przyjaznych terytoriów.
Wrzos pospolity ma niewielkie wymagania glebowe - podłoże musi tylko być przepuszczalne i o kwaśnym odczynie. Szybko się rozprzestrzenia, dzięki temu, że ma łatwo korzeniące się pędy i produkuje dużo nasion. Jest bardzo odporny na mróz, upał i suszę. Rezultatem tych zdolności przystosowawczych do trudnych warunków jest m.in. to, że występuje w całej Europie z wyjątkiem obszaru śródziemnomorskiego. W Szkocji, gdzie wrzosowiska pokrywają rozległe kamieniste wzgórza, stał się roślinnym symbolem tej krainy. Rośnie też w całej Polsce. Naturalne wrzosowiska mają u nas powierzchnię od kilku arów do 100 ha. Największe znajdziemy na poligonach wojskowych na terenie Pomorza Zachodniego (w okolicach Bornego Sulinowa). Łacińska nazwa wrzosu Calluna pochodzi od greckiego słowa kallýno, co oznacza m.in. upiększanie. Nikt zatem nie powinien mieć wątpliwości, jaki efekt osiągnie, jeśli posadzi w ogrodzie wrzosy.

Rozległym wrzosowiskom oprócz przepięknych widoków zawdzięczamy jeszcze miód wrzosowy. Za sprawą olejków eterycznych pochodzących z nektaru pachnie kwiatami wrzosu. Ma ciemny, herbaciany kolor i jest mniej słodki niż inne miody, nieco ostry i wytrawny w smaku. Świeży miód wrzosowy jako jedyny nie jest ciekły, zawiera bowiem dużo dekstryn, które w połączeniu z białkami wydzielanymi przez pszczoły nadają mu konsystencję żelu. W jego skład wchodzi wiele aminokwasów (w tym wszystkie egzogenne) i enzymów oraz stosunkowo duża ilość witamin z grupy B.



c.d.n
______________________________♥______________________________



Ps: To setny post tutaj:)

11.09.2010

Po bretońsku, po polsku

Fasolka po bretońsku utarła się w naszym polskim jadłospisie dość mocno.
Tylko dlaczego "po bretońsku"?
Poznając kuchnię bretońską Agnieszka Kręglicka dotarła do okolic miasteczka Paimpol, gdzie uprawiana jest biała fasola, coco de Paimpol, podobna do jasia, ale drobniejsza.
 Jest lokalnym rarytasem, ma nawet niczym szlachetne wina oznaczenie AOC (appéllation d'origine controlée). Określenie "a la bretonne", czyli po bretońsku, w kuchni francuskiej oznacza danie, które podaje się z dodatkiem takiej fasoli. Odnosi się to zazwyczaj do pieczonego udźca jagnięcego, który spoczywa na fasolowych ziarnach. Fasolę tak jak u nas najpierw się namacza, następnie gotuje na małym ogniu. Do gotowania dodawany jest bouquet garni, czyli woreczek z suszonymi ziołami, lub związane sznurkiem świeże: tymianek, pietruszka, listek laurowy, kawałek selera. Skład nie jest ścisły, czasami trafia do garnka kilka ząbków czosnku, cebula nadziana goździkami. Fasolę soli się pod koniec, kiedy skórka zmięknie. Ugotowaną i odcedzoną wrzuca się na patelnię, na masło ze zrumienioną szalotką.
Można dodać posiekanego pomidora bez skórki, więcej ziół, pieprz. Jeżeli będziemy ją podawać do pieczeni, to możemy podlać fasolkę sosem od mięsa. Czytałam też, że można dodać łyżkę koncentratu pomidorowego, czyli jesteśmy w domu! Tyle że jak doda się boczek i polską kiełbasę, tymianek zastąpi majerankiem, a szalotkę cebulą, to danie gubi swój charakter i jest nie do rozpoznania.

Tak więc zapraszam dziś na Moją fasolkę po bretońsku.
Choć może  jeśli chodzi o nazwę, to lepiej  pasować będzie po polsku?


- 0,5 kg fasoli Jaś
- pętko dobrej kiełbasy lub boczek
- 2 małe marchewki
- 2 małe cebule
- 1 pietruszka
- oliwa
- majeranek (najlepiej świeży)
- pieprz, sól


Fasolę namaczamy w ciepłej wodzie, odstawiamy na 1 godzinę.
Następnie wkładamy do dużego garnka, dodajemy wodę, solimy i gotujemy na średnim ogniu aż zmięknie, trwa to ok. 1 h. Następnie ścieramy na tarce bądź kroimy marchew i pietruszkę, dodajemy do miękkiej fasoli.
Na oliwie podsmażamy cebulkę oraz pokrojoną w kostkę kiełbaskę lub boczek i przekładamy do naszej fasoli z warzywami. Następnie wlewamy przecier pomidorowy, gotujemy przez ok. 10 minut.
Na koniec przyprawiamy pieprzem i dodajemy świeży majeranek.
Fasolkę podajemy na gorąco, z chlebem lub bułeczką. Doskonała na pochmurny, zimny dzień.
Smacznego!:)



Ps: Fasolka po bretońsku kojarzy mi się z prostym, chłopskim jedzeniem i coś w tym jest.
 
Pozdrawiam Was serdecznie, Olcik
______________________________♥______________________________

10.09.2010

Spaghetti z aromatycznym sosem

Raz, dwaa.. i jest spaghetti!
To danie chyba nigdy nie wyjdzie z mody. Nigdy się nie znudzi i nigdy nie będzie daniem drogim czy też pracochłonnym.
Lubię je we wszelkich kombinacjach. Uczę się nowych, pysznych połączeń. 
Sos pomiodrowy z parmezanem albo i (niepotrzebne skreślić) jest dobry, ale dla odmiany można przyrządzić, np. takie


Spaghetti z aromatycznym sosem

 - paczka makaronu spaghetti (lubię kolorowy, O.)
- 15 dag szybki, drobno pokrojonej
- 4 uduszone, dorodne  pomidory
-  pół szklanki wytrawnego wina ( użyłam z czarnego bzu, O.)
- parmezan
- 3/4 słoiczka marynowanych pieczarek, drobno pokrojonych
- sól, pieprz
- dobra oliwa
- zioła: oregano, bazylia

Pomidory dokładnie obieramy ze skórki, dusimy (potrzebny nam będzie duży garnek).
Wędlinę podsmażamy na odrobinie oliwy, wstawiamy wodę na makaron i gotujemy go wg. przepisu na opakowaniu.
W między czasie gdy nasze pomidory będą już uduszone dodajemy do nich podsmażoną wcześniej szynkę i pieczarki. Po paru minutach wlewamy wino i dusimy na małym ogniu.Pod koniec naszego gotowania dodajemy  zioła i przyprawy.
Ugotowany makaron hartujemy (polega to na przelaniu go zimną wodą) i wkładamy do garnka z przyrządzonym  sosem i jeszcze chwilkę podgrzewamy.
 Spaghetti podajemy posypane parmezanem.
Smacznego!:)

______________________________♥______________________________


Ps: Wiem, że Włosi makaron jedzą samym widelcem, ale w moim przypadku łyżka jest nieodłączna do tego typu dań  .

                                                                     Miłego wieczoru.

______________________________♥______________________________

07.09.2010

Twoje wrześniowe wspomnienie

Niejednokrotnie pisałam już, że lubię słuchać i czytać o zamierzchłych czasach, ludzkich historiach z wątkiem kulinarnym w tle.
Doszłam więc do wniosku, że bardzo chętnie posłuchałabym Waszych wspomnień wrześniowych.
Szkoła, koniec wakacji, drożdżówki z jabłkami, zrywanie jabłek w sadzie, znienawidzona zupa mleczna z dyni- w przedszkolu i wiele, wiele innych..

Proszę, opisz to. Chętnie poczytam:)

Konkurs potrwa do końca września
Spośród wszystkich maili wyłonię jednego do którego trafi wspaniała książka z przepisami pani Lucyny Ćwierczakiewiczowej "Ciasta".


Sponsor konkursu:



Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do podzielenia się wrześniowymi przeżyciami, Olcik

______________________________♥______________________________


Upiecz mi babeczkę

11 lat temu po obejrzeniu jednej z ówczesnych dobranocek powiedziałam : "Upiecz mi babeczkę, taką okrąglutką pokrytą na wierzchu ciastem, z dziurkami jak pestki jabłka."
dziś: Dobrze, jeśli nie umiesz i nie wiesz o co chodzi, to sama upiekę. 
Ps: Marzenia się spełniają!:)


Pâte brisée (ciasto do tarty)

Porcja na 6 tartoletek ze spodem o śr. 11 cm

- 2 1/2 szklanki białej mąki
- 1 łyżeczka soli
- 1 łyżeczka cukru
- 300 g schłodzonego masła, niesolonego, pokrojonego na drobne kawałki
- 1/4- 1/2 szklanki wody z lodem


Nadzienie

- trzy garście ulubionych owoców np. śliwki, jeżyny, maliny + 1 łyżka mąki ziemniaczanej
cukier brązowy

Dodatkowo
żółtko+ 1 łyżeczka wody
Wymieszaj mąkę z solą i cukrem.
Dodaj masło i miksuj przez 10 sekund. Nadal miksując, powoli dodaj tylko tyle wody, żeby ciasto przestało się rozpadać.
 Uformuj z ciasta 2 okrągłe plastry. Zawiń każdy w folię i włóż do lodówki przynajmniej na godzinę.
W lodówce można przechowywać pâte brisée przez 2 dni, w zamrażarce- miesiąc (przed użyciem przełóż na kilka godzin do lodówki.
Następnie rozwałkuj, wykrój sześć większych i 6 mniejszych kółek i wyklej większymi foremki do tartoletek.
Nastepnie nałóż ulubione owoce, na nie odrobinę mąki ziemniaczanej (zagęści ona konstystencję owoców),


1/3 łyżeczki cukru, naklej mniejsze kółko rozciągając brzegi, zrób małe otworki w kształcie pestek jabłka.

Powtórz tę czynność jeszcze 5 razy.
Gdy Twoje tartoletki będą już gotowe, posmaruj roztrzepanym żółtkiem i włóż je do nagrzanego do 220 st pieca, zmniejsz temp. do 190 st . Piecz przez około 20 minut- do zezłocenia się babeczek.
Odstaw do wystygnięcia (w foremkach).
Najlepiej smakują lekko schłodzone.

Smacznego!
______________________________♥______________________________





*Przepis inspirowany Jeżynowymi Tartoletkami z wyd. 3/2009 Magazynu Living Marthy Stewart

05.09.2010

Mus jabłkowy z Baileysem

Chmury we wrześniu są inne.
Roztargnione, nieokrzesane, wielkie, rozdarte od słońca przez nie prześwitującego.
Obserwuję je ostatnio bardzo uważnie. Zachwycam się. Jedyne takie są właśnie w tym miesiącu.

Piątkowe, wieczorne niebo kolorystycznie zgrało mi się z ostatnio przyrządzonym pysznym przetworem..


Dwa dni temu dusząc antonówki wpadł mi do głowy świetny pomysł.
Połączenie irlandzkiego likieru Baleys wraz z antonówką!
I to był strzał w dziesiątkę!
Słodycz śmietanki, cukru, wanilii, kakao, zapach cynamonu i aromat whisky doskonale domknęły jabłkowy smak.

Podaję przepis:
- 2 kg obranych jabłek, najlepiej antonówek
-  250 g cukru
- sok z połówki cytryny
-  cynamon
- kilka chlustów likieru Baileys

Jabłka obieramy, dokładnie czyścimy z gniazd nasiennych, ważymy.
Wrzucamy do głębokiego garnka, dodajemy cukier i chwilę dusimy, następnie wlewamy sok z połówki cytryny. Mieszamy. Gdy jabłka zaczną się lekko rozpadać dodajemy pozostałe składniki i dalej mieszamy.
Jeszcze gorący mus przekładamy do wysterylizowanych słoiczków, pasteryzujemy go ok. 20 minut. Z tego przepisu wychodzi około 5 średnich słoiczków.
Smacznego!:)

______________________________♥______________________________



Ps: Zapraszam do Waniliowego Sklepiku!

03.09.2010

Pierwszy września i placuszki z malinami


Ostatnie słowa "wakacje",
dawno niewidziane słońce,
lakier na paznokciach o odcieniu śliwki opal i myśli, że można było zrobić więcej- zawsze tak myślę, gdy kończy się dobry czas.
Żegnajcie wakacje!
Witajcie mgliste poranki, dziesiątki słów szkolnych na es i ka, 
Witaj bladoróżowy lakierze i wszechobecny stanie braku czasu.


- 1 szkl. mąki pszennej
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 lub 2 jajka
- pół szkl. mleka
- szczypta soli
- 1 łyżeczka cukru brązowego
- masło

sos:
- maliny
-serek np. malinowy Danonek


Wszystkie składniki ciasta mieszamy, pieczemy na suchej teflonowej patelni, przekładamy na talerz.
Następnie malinowy serek umieszczamy w miseczce, mieszamy, dodajemy na wierzch maliny.
Smacznego!:)



Ps: Chciałabym podziękować wszystkim siedmiu osobom za zaproszenia do zabawy w lubienie. 
Niestety chyba nie pociągnę jej dalej, nie to, żebym nie chciała napisać co lubię, ale.. jeśli zaglądacie tu, to siłą rzeczy przyzwyczailiście się też do tego, że bardzo często właśnie zaczynam swój wpis od napisania tego co lubię. To oczywiście cały wachlarz rzeczy, miejsc, nastrojów, osób. Myślę, że nie zmieściłabym się w tych 10-ciu punktach, bo jest ich znacznie więcej...
Tak więc wybaczcie i uważnie czytajcie to co piszę!:-)
                                              Olcik

______________________________♥______________________________


Blogger template designed By The Sunday Studio.